darmowy hosting">    Wszewilki 2006 - relacja

(każde zdjecie mozna powiekszyc)


 

    Do Wszewilek przyjechałem o godzinie około 05:42 rano, w sobotę 7 lipca 2006. Widac to na ponizszym zdjeciu. Poniewaz moj aparat mial zle ustawiona godzine, tzn. 04:42, przez kilkanascie minut robilem zdjecia ze zle ustawiona godzina. Po godzinie 6 rano przestawilem zegar.

    Wszewilki przywitalem z wielkim hukiem - i to doslownie, bo ok. pol godziny przed Wszewilkami pekla mi rura wydechowa - a dokladniej wyjscie z kolektora (tuz od silnika) - wiec moj stary Polonez Caro chodzil jak stado motocykli Harley-Davidson. Huk byl nie do zniesienia w samochodzie, wiec staralem sie znalezc taka predkosc, aby silnik wytwarzal go jak najmniej.

    Dopadaly mnie rozne uczucia - czulem podniecenie, ze w koncu spotakm sie z jakimis totaliztami, po drugie, oczekiwalem, ze rzeczywiscie ufonauci zrobia cos, co bede mogl uwiecznic na zdjeciu a po trzecie doskonale zdawalem sobie sprawe, ze najprawdopodobniej UFOnauci wszystko tak zorganizuja, ze wszystko celowo przejdzie bez echa.

    Chwile pozniej zajechalem na stacje benzynowa w centrum Wszewilek (obok niebieskiego znaku na ponizszym zdjeciu) i zapytalem o mechanika, ktory naprawilby mi samochod. Okazalo sie, ze mechanik jest tuz obok stacji (co tez widac na zdjeciu) ale czynny dopiero od 8 rano.

    Zaskoczeniem okazal sie fakt, ze jeden z 3 panow, ktorzy obslugiwali na stacji, powiedzial ze "dzisiaj we Wszewilkach bedzie mecz z kosmitami - w samo poludnie" - doznalem lekkiego szoku, bo nie spodziewalem sie, ze ludzie z Wszewilek czytaja strony internetowe dr Pajaka.

 



Fot. 1.
Widok Wszewilek o 5:42 (godzina byla zle ustawiona) od strony Milicza - sa to nowe Wszewilki w kierunku miejscowosci "Stawiec" - nie mylic z Wszewilkami-Stawczykiem! Po lewej stronie jest stacja benzynowa (ten niebieski znak)


 

 



Fot. 2.
Wieża ci¶nień we Wszewilkach. Zdjecie zrobione ze wzgorza miejscowosci "Stawiec". Tutaj juz dobrze ustawilem godzine aparatu. Prosze sobie wyobrazic co pomysleli mieszkancy pieknej hacjendy na wzgorzu, kiedy podjechalem moim ryczacym Polonezem niemal pod sama brame i robilem zdjecia o 6 rano w sobote. Na dodatek nagle wyskoczyly na mnie 3 glosno szczekajace psy, dlatego musialem odjechac w spokojniejsze miejsce.


 

Fot. 3. Zdjecie wykonane z miejscowosci "Stawiec" zabudowan Wszewilkowskich. Typowa, niemiecka zabudowa - trzeba pamietac, ze wieszkosc obecnej polski to tak naprawde tereny Niemieckie. Dlatego tez wieszkosc zabudowan we Wszewilkach ma architekture "made in Germany".


 

Fot. 4. Stare Wszewilki uchwycone OD strony Milicza w kierunku Wszewilek-Stawczyka, ktory dzisiaj nazywa sie tylko Stawczyk. Jak mozna zauwazyc, stara, dobra niemiecka szkola budowania przetrwala az do dzis: droga brukowa (kocie lby) sa niemal w idealnym stanie.


 

Fot. 5. Szkola we Wszewilkach, do ktorej uczeszczal dr Jan Pajak. Charakterystyczne zalamania dachu oraz malenki "forbau" (wlasciwie to "forbau" jest troche inaczej zbudowany). W bardzo wielu Dolno i Gornoslaskich wsiach (Nidrieg- Oberschlesien) sa tego typu szkoly. Ta jest jednak bardzo dobrze zachowana. Szkoly takie budowano w czasach, kiedy we wsi bylo malo dzieci. Dlatego logika podpowiadala budowac male, ekonomiczne ale wydajne szkoly, gdzie mala ilosc uczniow pozwalala im lepiej
sie doksztalcic.


 

 

Fot. 6. Konstrukcja dachowa rozsypujacej sie stodoly we Wszewilkach. Rysa na zdjeciu wynika, ze robilem ja przez szybe mojego samochodu, ktora niestety do najlepszych nie nalezy.


 

    Zblizala sie godzina 7 rano. A o tej porze UFOnauci i wszyscy totalizci mieli sie spotkac na boisku Wszewilek. Lecz niestety nie spotkalem nikogo, kto zwrocilby moja uwage jako przyjezdny, tak jak ja. Rozmawialem z kilkoma miejscowymi - a kazdy samochod z obca rejestracja (tzn. NIE "DMI") bacznie obserwowalem. Jedyne, czego nie bylem pewien, czy znajde wlasciwe miejsce - bo, jak sie zaraz okaze, wcale nie bylo nic takie oczywiste.

    Dr Pajak opisywal owo boisko jako miejsce polozone niedaleko torow kolejowych - lub tez ja zle zrozumialem opis. Odnalazlem we Wszewilkach dwa miejsca, ktore posiadaly rzad wielkich sosen. Lecz jedno z nich nie lezalo w poblizu linii kolejowej, dlatego udalem sie do tego drugiego.

    Z tego, co opisuje dr Pajak na swoich stronach internetowych, to podobno byli tam inni ludzie, ktorzy na owym boisku widzieli kogos. Co ciekawe, jak udowodnie, jesli to chodzi o miejsce, w ktorym bylem, NIE bylo tam nikogo oprocz mnie, a uczucie osamotnienia i zawodu bylo nieodparte.

 

    Fot. 7. Zdjecie panoramy "boiska" - jesli to onie chodzilo! Zdjecie wykonano prostopadle w stosunku do polnej drogi, ktora do niego prowadzila.


 

Fot. 8. Zdjecie rzedu sosen, ktore biegna wdluz linii kolejowej. Gdybym mial wyjasnic jak to wyglada w stosunku do poprzedniego zdjecia, to gdybysmy sie odwrocili w LEWO o 90 stopni - uzyskalibysmy poprzednie zdjecie.


 

Fot. 9. Zdjecie polnej drogi oraz przejazdu kolejowego. Jest to jeden z dwoch przejazdow kolejowych, ktore opisuje dr Pajak na swoich stronach o Wszewilkach. Gdbysmy poszli wg znaku w prawo, za okolo 100 metrow jest drugi przejazd, tyle, ze przebiegajacy przez droge asfaltowa. Zdjecie zamieszam na dole niniejszej strony. Gdybysmy sie odwrocili teraz o 180 stopni i przeszli ta polna droga ok. 50 m, odwrocili sie w prawo - znalezlibysmy sie na miejscu, z ktorego robilem fotki "boiska" - jesli rzeczywiscie to jest to miejsce na ktorym mielismy sie spotkac.

 

    Wrazenie z miejsca, ktore ja uwazalem za owo "boisko" - niestety, kiedy sie zorientowalem, ze tak naprawde jestem sam, bylem zdziwiony, bo przeciez nawet, gdybym pomylil miejsca, gdzies musialbym spotkac kogokolwiek, kto tez by szukal owego miejsca. Jestem bowiem pewien, ze z opisu zamieszczonego przez dr Pajaka bylo trudno cos wywnioskowac. Dlatego kazdy, kto przyjechalby do Wszewilek pierwszy raz, tak jak ja, raczej na pewno nie trafilby od razu we wlasciwe miejsce - i GDZIES musielibysmy sie minac.

 

Fot. 10. Zdjecie to wykonalem po dojsciu do torow, obroceniu sie w lewo o 90 stopni. Jak widac, po lewej stronie zdjecia sa te same sosenki, co na fot. 8 (patrz wyzej). Po prawej stronie znajduje sie hydrant, ktory opisuje rowniez dr Pajak, niestety nie zdolalem go uchwycic, ale on tam jest!!! Znajduje sie po prawej stronie torow, dosyc dobrze widoczny, mimo duzej trawy i zarosli.


 

Fot. 11. Zdjecie rodziny bocianow z ich gniazda niedaleko szkoly we Wszewilkach (w kierunku Milicza).


 

    Poniewaz nikogo na boisku nie bylo, postanowilem zwiedzic tame na Baryczy - jednak z powodu niezbyt klarownego opisu na stronach o Wszewilkach, postanowilem jechac "na wyczucie". Przejechalem wiec tory kolejowe (fot. 9), po 20 metrach dojechalem do asfaltowej drogi, skrecilem w lewo i po okolo 150 m minalem szkole we Wszewilkach, ktora byla po mojej prawej stronie (fot. 5). Dojechalem do Milicza - w prawo wyjezdzalo sie z Milicza, zas w lewo, do centrum. Ruszylem wiec i dojechalem do mostu na Baryczy, za ktorym jest droga w lewo. Postanowilem trzymac sie rzeki. Droga byla nieasfaltowa, ubita i piaszczysta, ale w miare rowna. Po przejechaniu okolo 200 metrow wjechalem na rownie ubita, ale zolta droge - i spotkalem starszego czlowieka, ktorego zapytalem, czy dobrze jade do "tamy na Baryczy" - bardzo dobrze, odpowiedzial mezczyzna i zapytal, czy nie mialbym jakich 1-2 zlotych na piwo. Poniewaz byl dla mnie mily - podziekowalem za wskazanie drogi, podarowalem 2 zlote (nie uwierzycie: ten mezczyzna mijal mnie potem na targu w Miliczu i rozmawial z drugim mezczyzna i opowiadal mu wlasnie o tym, ze dostal 2 zlote - co ciekawe, NIE widzial mnie, bo byl zaabsorbowany rozmowa) i ruszylem dalej, przez most, ktory wskazal mi ow czlowiek - zdjecie ponizej.

 

Fot. 12. Ciekawy most, przez ktory trzeba przejechac, aby dostac sie do tamy na Baryczy.


 

Fot. 13. Tuz za mostem (ok 50-70 metrow) zrobilem zdjecie jednemu z doplywow Baryczy obrosnietych liliami i zielem wodnym - ladne, prawda?


 

Fot. 14. Zdjecie rozlewiska Baryczy - tuz przy tamie Baryczy. Gdybysmy sie obrocili w lewo o 90 stopni i przeszli ok. 15 metrow weszlibysmy na tame.


 

Fot. 15. Uchwycony odlot ptaka i piekno Milickiej natury.


 

Fot. 16. Tama na rzece Barycz.


 

Fot. 17. Zakole rzeki Barycz.


 

Fot. 18. Zdjecie rzeki Barycz zrobione z tamy. Za moimi plecami znajduje sie to olbrzymie zakole ze zdjecia powyzej (fot. 17), rzeka biegnie w kierunku Milicza.


    Po wizycie na tamie, pojechalem do Milicza szukac mechanika samochodowego. Znalazlem autoryzowany serwis Fiata na ul. Poprzecznej (jak wjezdzamy do Milicza od strony Wroclawia, to zaraz po wjechaniu do Milicza jest po prawej stronie park, przy ktorym jest skrzyzowanie - trzeba skrecic w prawo i za jakies 50-70 metrow na pierwszym skrzyzowaniu rowniez w prawo - i gotowe). Obsluga byla mila i fachowa - chociaz na poczatku nie bylo czesci zamiennej, to jednak wlasciciel sie postaral i sam pojechal jej poszukac - to sie chwali! Niestety, mechanicy dopiero przychodzili od 9 rano wiec mialem wolny czas pochodzic po Miliczu. Poszedlem wiec na 5-7 kilometrowy spacer po Miliczu. Po przyjsciu z powrotem do mechanika, samochod byl prawie gotowy - zaplacilem w cale nie duza kwote jak na okolicznosci - bo 50 zlotych za czesc i 50 zlotych za robocizne - co daje rowne 100 zl.

 

Fot. 19. Po wyjsciu od mechanika idac do centrum Milicza napotkalem szkole - oto zdjecie. Niestety, jak mi sie wydaje, choc moze sie myle, szkola ta zostala wybudowana nie przez doskonala i zmyslna technologie niemiecka, a przez ruskich, po wojnie. Po prawej stronie ulicy bowiem sa typowe, ladne domki zgrabnej niemieckiej technologii - po lewej zas stoi ta szkola - typowy komunistyczny i bezgustowny kwadratowy kloc postawiony "ni w piec ni w dziewiec".


 

Fot. 20. Jest to zdjecie prawdopodobnie ratusza (nie sprawdzalem) i slynna rzezba karpia milickiego, co ma sugerowac, ze trafilismy do miasta, ktore z niego slynie. Ow budynek rozni sie od owej szkoly zupelnie inna architektura - jest po prostu ciekawsza, ladniejsza - ale to moje prywatne zdanie. Oczywiscie, zapewne zostala wybudowana przez dawnych prawowitych mieszkancow i wladz Milicza - Dolnoslazakow, ktorzy po wojnie zostali wygnani z Polski w liczbie ok. 8 milionow ludzi (liczba ta dotyczy calego terenu polski a nie tylko regionu dolnoslaskiego).


 

Fot. 21. Piekny i zabytkowy kosciolek w centrum Milicza tuz przy ryneczku.


 

Fot. 22. Targ w Miliczu - na nim wlasnie natrafilem na owego czlowieka ktory opowiadal innemu o tych podarowanych
2 zlotych nie wiedzac, ze ja slysze te rozmowe.


 

 

    Po zmeczeniu upalem i ta trasa pokonana od mechanika do targu i z powrotem - odebralem naprawiony samochod od mechanika - bylem juz wtedy dosc wyczerpany tym dlugim spacerem, olbrzymia temperatura owego dnia, oraz cala podroza - musze dodac, ze wstalem o godzinie 02 w nocy aby zajechac na 6 rano - postanowilem zjesc tak zachwalanego karpia po milicku.

    Niestety: Restauracja "Parkowa" o godzinie 11:00 byla jeszcze nieczynna, wiec postanowilem sie udac do mieszczacej sie naprzeciwko restauracji "Palacowej" - i dobrze sie stalo, bo bylo tam przyjemnie chlodno (klimatyzacja), wnetrze bylo przyjemne a jedzenie wysmienite. Restauracja Palacowa miesci sie tuz przy hotelu o tej samej nazwie - kazdy w Miliczu wskaze droge - zreszta jest to glowna droga przecinajaca Milicz, wiec nie bylo klopotu. Adres restauracji, w ktorej jadlem: Restauracja Pałacowa, ul. Pilsudskiego 5, 56-300, Milicz.

Oto, co zamowilem:

- Herbata z cytryna: 2.50 zł

- Karp milicki: 13.30 zł

- Ziemniaki: 1.50 zł

- Surówki - 2.50

SUMA: 20.00 zł

   

    Karp był wysmienity - bylo go tak duzo, ze z ledwoscia zjadlem. Niestety, surowek nie tknalem. Powodem bylo, ze bylem tak najedzony, ze nie umialem juz niczego innego zjesc, a drugi powod - nie za bardzo mi smakowaly. Nawet jednak, gdybym nie byl najedzony, nie zjadl bym ich - oprocz smacznej marchewki. Pozostale surowki jak dla mnie byly niejadalne.

    Lecz generalnie karp, kartofle, herbata byly pyszne - naprawde dr Pajak mial racje co do karpia. Ledwo wyszedlem z tej restauracji, tak bylem najedzony. Postanowilem wrocic do Wszewilek.

 

Fot. 23. Wnetrze restauracji "Palacowa" w ktorej jadlem slynnego i dobrego karpia po milicku.


 

    Po przyjezdzie z powrotem na boisko bylo tak upalnie, ze nawet w cieniu bylo goraco. Byla godzina 12:10 a na boisku cisza...tylko swierszcze i ptaki dawaly oznaki zycia. Tam po prostu nikogo nie bylo. Bylem samiusienki. Oczywiscie po drodze nikogo nie mijalem. Nie wiem, czy bedzie to widac na ponizszym zdjeciu, ale upal byl nie do zniesienia, szkoda, ze zdjecia nie potrafia tego przekazac.

 

Fot. 24. Tuz po 12 w poludnie na "boisku". Cisza. Upal. Samotnosc. Gdzie ten mecz? Gdzie ci wszyscy zwolennicy totalizmu, gdzie ci wszyscy przeciwnicy totalizmu, Nas, dr Pajaka? Smierdzace lenie i obwiesie, ktorzy potrafia tylko w internecie smrodzic i pluc??? Czyzby ten caly "ruchoporu.org" to tylko banda ufolskich smarkaczy, ktorzy, co prawda sa mocni w gebie ale w czynach juz nie?


 

Fot. 25. Te same sosny, ktorych fotografie zrobilem rano (fot. 8), tyle, ze w piekacym sloncu tuz po 12 w poludnie.


 

 

Fot. 26. Czy to o tych zabudowaniach pisal dr Pajak mowiac, ze sa zbudowane jak "warownia" dawnego mlynarza?


 

 

Fot. 27. Oto przyklad nowoczesnego budownictwa Wszewilek - ale z zachowaniem tradycyjnej formy i architektury. Prosze zwrocic uwage na typowy "forbau" pod oknami dachowymi.


 

 

      


 

Fot. 28, 29, 30. Przyklad starego zabudowania Wszewilek-Stawczyka, ktorzy dzis nazywa sie tylko Stawczyk.


 

Fot. 31. To drugi przejazd kolejowy - pierwszy jest na fot. 9. Odleglosc jaka je dzieli w prostej linii nie wynosi wiecej niz ok. 100-150 metrow.


 

Fot. 32. Stare, chylace sie ku upadkowi zabudowania prawdopodobnie jest to wlasnie jeden z tych budnychkow "warowni" zbudowanych przez dawnego mlynarza.

 

    Wyjechalem z Wszewilek po godzinie 13. O wrazeniach ponizej w podsumowaniu. Jednak to, co mnie spotkalo w drodze powrotnej, bylo zaskoczeniem, poniewaz, jak to zaraz pokaze na zdjeciach, ok. 40 km od mojego domu zaczela sie robic olbrzymia burza o niezwyklej sile. Co ciekawe, juz okolo 10 km przed moim domem powyrywala i poukrecala wcale nie male drzewa, ktore niejedna burze przezyly!

    Otoz wyjezdzajac z lasu po obydwu stronach drogi jest pas drzew, ktore sa mniej wiecej podobnej wielkosci - traba powietrzna (bo co by to moglo byc innego) powyrywala - ale tylko te po prawej stronie i to az okolo 7-8 drzew!!! Ciekawe, ze podobnej wielkosci i grubosci nie powyrywala z drugiej strony - tam bowiem jest jeszcze wiecej miejsca a nawet po prawej stronie las jest blizej! Doslownie omijalem je slalomem i bylem w szoku, poniewaz kilkanascie czy kilkadziesiat minut jechalem podobnymi drogami i nic nie zapowiadalo tak olbrzymiej burzy. Zobaczcie sami.

Fot. 33. Znajdujemy sie ok. 40 km od mojego domu. Prosze zobaczyc, jak zbiera sie olbrzymia burza. Kierunek, w ktorym zrobiono zdjecie mniej wiecej jest wlasnie nacelowany na moj dom.


 

     

Fot. 34, 35, 36. Tylko drzewa po prawej stronie sa powyrywane i to tylko niektore. Nawet, gdyby zalozyc, ze traba powietrzna, ktora je poukrecala wiala z prawej strony - to dlaczego tylko co niektore drzewa sa polamane, a inne, podobnej wielkosci, lub nawet ciensze i slabsze nie? Wygladalo to tak, jakby wiatr, zamiast z boku wial...od strony gestego lasu i jak kot po sztachetach plotu "skakal" tylko co poniektorych drzewach.


 

Uczucia, wrazenia i podsumowanie wizyty we Wszewilkach.

    Tak faktycznie, to wlasciwie ostateczna decyzje o wyjezdzie podjalem na kilka dni przed data zlotu. Czulem, ze spoczywa na mnie ogromny obowiazek i odpowiedzialnosc, wiedzialem bowiem, ze "stara gwardia" totaliztow zaczyna byc wypierana przez ludzi o niejasnych celach, ktorzy w zakamuflowany sposob osmieszaja dr Pajaka. Przeanalizujmy strone www.ruchoporu.org - gdzie grupa UFOnautow (szczegolnie pod nadzorem ufola "robina") w sposob bardzo chamski i niezwykle osmieszajacy dr Pajaka bardzo wykrzywia i opluwa Jego teorie oraz Nas, totaliztow. W szczegolnosci ta grupa upodobala sobie wytykanie pewnych cech zwiazanych z uprowadzeniami (kisielowata substancja zostawiana czasem przez ufonautow). UFOnauci dzialaja na zasadzie, ze jesli tylko pojawi sie jakas nowa teoria dr Pajaka, to natychmiast wykrzywiaja ja i przedstawiaja w bardzo sarkastycznym i wulgarnym kontekscie, odpowiednio psychologicznie nastawiajac (oczywiscie negatywnie) czytelnika do danej teorii. Co ciekawe, zawsze podaja po takim wulgarnym artykule link do prawdziwej strony dr Pajaka, gdzie osoba nieobznajomiona z Jego teoriami jest od poczatku juz negatywnie i ironicznie nastawiona.

    Teraz UFOnauci poszli po rozum do glowy i zaczynaja preparowac inna metode/strategie. Mianowicie stworzyli strone http://totalizm.info gdzie w bardzo sprytnie zakamuflowany sposob rowniez opanowali strategie ironii - jest to ironia o wiele inteligentniejsza niz w przypadku ruchoporu.org - gdyz nie jest wulgarna i dla niewprawnego oka sprawia nawet wrazenie przychylnosci teoriom dr Pajaka.

    Prosze wiec pozwiedzac ta strone i sprobowac odnalezc nastepujace elementy, ktore moim zdaniem wskazuja, ze ta strona jest ewidentnie de facto przeciwko Nam, totaliztom i dr Pajakowi. Zaden totalizta nie osmielilby sie np. preparowac i wstawiac glowy dr Pajaka do plakatu imitujacego film "Matrix". Strona ta przedstawia dr Pajak osmieszajaco jako "guru" jakiejs glupawej sekty. Strona ta tak naprawde osmiesza i zniecheca inteligentnego czytelnika, mowiac mu poprzez zawartosc, ze caly ten totalizm i dr Pajak nadaja sie do leczenia psychiatrycznego. Dr Pajak przedstawiany jest jako ptak golab, ktory zlatuje z nieba i ratuje ludzkosc - oczywiscie to satyra na golebia pokoju symbolizowanego przez Ducha Swietego, Jezusa i Jana Pawla II.

    Wlasnie dlatego poczulem obowiazek, ze wiedzialem, iz "starej gwardii" totalizmu najprawdopodobniej tam nie bedzie a prym beda na zlocie wiesc ludzie o niejasnych lub sprzecznych z totalizmem celach.

    Rowniez ciagle mialem na uwadze, ze bardziej prawdopodobne jest, iz nikogo tam nie bedzie. I, jak sie okazalo, mialem racje. Oczywiscie, czytalem relacje, ze byli tam rowniez zwolennicy totalizmu okolo godziny 9 rano (akurat wtedy chodzilem po Miliczu czekajac na naprawienie samochodu). Jednak jesli ci ludzie przyjechali samochodem, ja obserwowalem kazdy samochod poruszajacy sie po Wszewilkach i na zaden, szukajacy tak jak ja, nie napotkalem. Nie napotkalem rowniez ludzi, ktorzy kreciliby sie w tym rejonie. Po Wszewilkach jezdzilem w sumie ok. 2 godziny, bylem rowniez w Miliczu, na tamie Baryczy i z powrotem we Wszewilkach.

    Uczucia, jakie towarzyszyly mi podczas wyprawy do Wszewilek byly najprzerozniejsze. Przede wszystkim, poczulem sie zawiedziony, kiedy w koncu udalo mi sie dotrzec do Wszewilek i nie zastalem nikogo. Poczulem sie jednoczesnie zwyciezca, ze to mnie sie udalo. Temperatura powietrza oraz fizyczne zmeczenie powodowalo, ze radosc i duma mieszala sie z zawodem, zmeczeniem i przykroscia.

    Generalnie jednak uczucia wyszly na plus, bo sadze, ze kiedys zostane wynagrodzony za trud i uda sie Nam, totaliztom pokonac UFOnautow, ktorzy rozplenili cale zlo na ziemi, za pomoca niesamowitej technologii i metod zniewalania ludzkosci oraz napuszczania jednych na drugich.

    Z drugiej strony czuje ogromne brzemie i ciezar moralny, ktory spoczywa na moich barkach. Okazuje sie bowiem, ze totalizci, ktorzy od poczatku popierali dr Pajaka i rozwijali oraz pomagali psychicznie i technicznie to, co stworzyl, w zwiazku z ich praca i studiami oraz problemami osobistymi nie maja czasu ani sie spotkac, ani dalej rozwijac pomocy dr Pajakowi oraz nie sa wystarczajaco zdeterminowani, by dzialac.

    Od pewnego czasu zauwazam, tak wszystko wskazuje, ze to mnie w Polsce przypada najwieksza obecnie obrona dobrego imienia, rozwijania teorii dr Pajaka. Zadawalem sobie wielokrotnie pytanie, podczas mojej wizyty we Wszewilkach: "dlaczego ja". Niestety, wszechswiatowy intelekt nie odpowiedzial mi. Pytalem GO, dlaczego ciagle mi pokazuje, ze to mnie tak z tego wyglada zaczyna wybierac na najbardziej aktywnego a jednoczesnie najbardziej narazonego na takie samo brutalne traktowanie przez ludzi jak niektorzy traktuja dr Pajaka. Powiem szczerze: ja wiem, co mnie czeka, jesli rzeczywiscie bede dalej prowadzil aktywna wojne z ufonautami, ktorzy staraja sie moim zdaniem celowo dopuszczac do pewnych spraw, aby potem je w bardzo spektakularny sposob spowodowac upadek w oczach ludzi. Zreszta, ta metoda byla wielokrotnie przez nich stosowana wobec wielu wspanialych myslicieli, filozofow, naukowcow, ktorzy potem umierali gdzies w szpitalach psychiatrycznych, badz byli traktowani jako dziwacy, ekscentrycy - tymczasem jak historia pokazuje, w olbrzymiej wiekszosci to oni mieli racje. Zazwyczaj tez, umierali w osamotnieniu, w biedzie, zapomniani przez swiat badz ich imiona i nazwiska kojarzone sa nawet do dzis smiesznie badz negatywnie.

    Kto wie, moze kiedys nadejdzie taki czas, ze ludzie zamiast wysmiewac i pogardzac tym, czego sami nie rozumieja, w koncu podadza Nam reke i wspolnie zaczniemy walczyc o Prawde na ziemi.

    Dzis to My, totalizci wygralismy, moralnie i fizycznie, przeciez tam bylismy poprzez moja wizyte, bo jedna zapalke mozna zlamac. Dwie, trzy lub cztery zapalki tez mozna zlamac. Nie mozna zlamac na raz jednak tysiaca zapalek. Prosze Cie, Czytelniku, badz ta zapalka. Jestes bardzo potrzebny totalizmowi - a totalizm jest niezwykle potrzebny Tobie, aby wiesc szczesliwe, pelne, wiarygodne, pelne idei zycie.